You Tube >> Kanał e-przemek.pl

Przepis na Maraton (PZU Warszawski 28 września 2014)

niedziela, 28 wrzesień 2014 10:40 Written by  Przemek

Myślałem nad wartością spisanego "Przepisu na Maraton" i wciąż nie wiem, czy jest ona na tyle duża, żeby wystawiać swoje „intymne” przemyślenia na pastwę bezlitosnej czarnej dziury zwanej Internetem. Decyzja jednak zapadła na "tak". Jeżeli ta nieudacznie spisana historia uratuje chociaż jednego kanapowego mola-widza TV przed wiecznym potępieniem lub zainspiruje do biegania, to uznam, że było warto. Jeżeli nie, to przyjmijmy, że robię to z kronikarskiego obowiązku.

Oto krótka historia. Około 9 miesięcy temu, na gwiazdkę 2013, w wieku 40 lat i 15 dni z wyznaczonym terminem operacji na kolano na marzec 2014, dostałem zestaw małego biegacza. Jakaś porządna bluza, wiatrówka, czapeczka i gatki asics’a. Byłem prawie zupełne "zero" jeżeli chodzi o bieganie, nie mówiąc już o wierze w możliwość przebiegnięcia 10 km non-stop. Ostatnie poważne przebieżki robiłem mając 17-18 lat na wydmach w Łebie.

Żeby sprzęt się zamortyzował, a Mikołajowi nie było przykro, zacząłem biegać.  Był mróz, biegałem w temperaturze -30 stopni Celsjusza. Było błoto, wracałem utytłany do domu. Był wiatr, zakładałem czapeczkę, pochylałem głowę i pomimo, że „wicher dmuchał i do tyłu ciągnął zucha” napierałem. Z czasem przestałem biegać z konieczności i coraz częściej uciekałem na Brwinowskie ulice na tzw. trasę „listonosza”.  Pierwsza próba przebiegnięcia 10 km skończyła się kilkudniową przerwą i terapią olfenową, ale biegałem dalej. Psy brwinowskie ujadały, a ja biegałem.  Głównie w nocy, często błocie, deszczu, w śniegu, w trakcie burzy, po polach i asfalcie, unikając spotkania z nadjeżdżającym autem często ratowałem się ucieczką w śnieżną zaspę. Pierwsze poważne wyzwanie pojawiło się ni z tego ni z owego. PZU Półmaraton Warszawski miał się odbyć 30 marca 2014. Speleoklub Warszawski wystawiał drużynę. Uruchomiona przez Rafała rywalizacja na endomondo zrobiła swoje. Od początku roku do końca lutego 2014 miałem na swoim koncie przebiegniętych 230 km w 21h. W samym marcu, chyba dzięki rywalizacji endomondo, przebiegłem 170 km i po nieudanej próbie pokonania półmaratonu w ramach treningu, pełen obaw stanąłem do rywalizacji w PZU Pólmaratonie Warszawskim. Czas 1h 54min 52sek. Efekt: Nie byłem w stanie zejść po schodach z Mostu Poniatowskiego. Ale biegałem jeszcze więcej. W górach i na mazurach, w dolinach, dookoła jezior i miast. Odstawiłem nawet (na chwilę) swój rower ukochany! Oczywiście, żeby móc biegać, zrezygnowałem z operacji na kolano (uprzedzając krytykę: czego absolutnie nie żałuję, bo wystarczyło się porozciągać – tak później powiedział lekarz).

 

Szybko przyszły kolejne oficjalne starty, wyniki trzeba było poprawiać:

11 maja 2014 - Półmaraton Białostocki z czasem 1h 46min 11sek (poprawa o 9 minut)

1 czerwca 2014 -  Pruszkowski Bieg Wolności (10km) z czasem 46min 4sek

15 czerwca 2014 - Sobótkowy Bieg w Brwinowie (10km) z czasem 46min 38sek  (poprawa o 8 sekund)

28 czerwca 2014 - Nocny Marek (10km) z czasem 45min 16sek (poprawa o 1 minutę 22 sekundy)

Pewnie wyniki nie wszystkich szokują, ale jak widać nawet w tym wieku, przy regularnym treningu można je cały czas poprawiać. (SIC! Przed chwilą poprawiłem i ten ostatni. Patrz na koniec)

 

I przyszedł ten czas, 28 września 2014. Numer startowy 4105. Po dziewięciu miesiącach ciężkich, acz miłych treningów stawałem w dobrym (!) nastroju na starcie PZU Maratonu Warszawskiego. Ponownie jako członek drużyny Speleoklubu Warszawskiego. Szczerze mówiąc trochę już się nie mogłem doczekać tego startu, bo czułem, że jestem w stanie spełnić swoje kolejne marzenie. Zastosowałem wszystkie znalezione w internecie rady, co robić, a czego nie robić w przeddzień maratonu. Chociaż czasami się one wykluczały, próbowałem znaleźć złoty środek. Żeby nie mieć innej alternatywy, opłatę za maraton uiściłem już kilka miesięcy wcześniej, nie przebiegłszy nigdy wcześniej więcej niż 21 km. Po wszelkich badaniach i testach Coopera (2,9km w 12 minut) , mój trener o japońsko brzmiącym nazwisku Endo Mondo oświadczył mi, że powinienem biec na wynik 3:28:00. Co prawda na liczniku od początku roku miałem już przebiegniętych 1300 km, w tym część w górach, kilka tras o długości powyżej 30 km, ale nigdy nie zapuściłem się dalej niż kilometr 37. Postanowiłem przyjąć strategię biegu na wynik 3:45:00. Ruszyliśmy. Sam bieg, cóż, pierwsze 36 km zgodnie z planem równo, miarowo, luźno. Nawet powyżej planu. Na 36 km drogę przejechała mi karetka (jakoś trzeba się tłumaczyć), wybiło mnie to z rytmu i już do końca do niego nie powróciłem. Kilometr 41 i 42 przypominał mi powolne umieranie, po to, żeby jeszcze na 40 m przed metą przyspieszyć i w tempie 4:36 min/km na nią wpaść. Tam oczywiście przeżyłem dramat, bo trenerowi Mondo brakowało jeszcze 150 m do zakończenia maratonu, a ja nie miałem gdzie biec …. :)

Bieg maratoński uświetniali mi swoimi pogawędkami i bezcennymi radami o tym, jak to się równo oddycha i trzyma tempo Rysiek i Wojtek. Co prawda Rysiek nigdy w życiu maratonu nie przebiegł, ale doskonale widział, co należy zrobić, żeby go przebiec. Założonego celu nie osiągnąłem, ale twierdzę, że zmieściłem się w granicach błędu planu A: 3h 48 min 16 sek.

Mówię Wam. Się da! Tylko trzeba się trochę od TV oderwać...

Drużyna Speleoklubu Warszawskiego wystartowała i z sukcesem w całości ukończyła 36 PZU Maraton Warszawski . Każdy z tych wyników ma swoją historię i prawdopodobnie równie dobrze można byłoby się nią pochwalić. Jako zespół uplasowaliśmy się na 39 miejscu w Drużynowych Mistrzostwach Polski. Osiągnięte czasy[h:min:sek]:

MACIEK RATAJEWICZ - czas: 03:30:00
PRZEMYSŁAW GŁĘBOCKI - czas: 03:48:16
PIOTR CHRZANOWSKI - czas: 03:50:14
MIROSŁAW MACHULAK - czas: 04:06:23
ELIZA LEBIODA - czas: 04:59:25

Weekend maratoński w Warszawie rozpoczęli Janek i Staszek, biorąc udział w przeddzień głównego biegu w biegach dla dzieci. I tak Janek ukończył bieg na 1500 m z czasem…. zajmując 4 miejsce(!), Staszek przebiegł 750 m w czasie …

Post scriptum: Na drugi dzień po maratonie nie wytrzymałem, w ramach regeneracji poszedłem pobiegać, czy może raczej pobiegłem pochodzić :) 5km.

Sezonu na zimę nie zamykamy! W dniu, w którym publikuję ten artykuł, W Biegnij Warszawo, na 10 km osiągnąłem rezultat 44min 56sek (poprawa o 20 sekund).

 

Do zobaczenia 28 października na Półmaratonie Królewskim Cracovia.

 

No i najważniejsze: Nic! Nic mnie nie boli i chyba nie mam żadnej kontuzji! Mam za to dobry poziom cholesterolu, bez farmakologii :)

TAK, ŻE PRZEPIS JEST PROSTY: BIEGAJMY!!!

No i mam swój film z maratonu. Z całej trasy, prawie, jak elita :) 

Media

Powered by JS Network Solutions